Pokazywanie postów oznaczonych etykietą COACHING. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą COACHING. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 grudnia 2015

Strefa komfortu

Progres ma miejsce jedynie wtedy, kiedy wychodzimy ze swojej strefy komfortu. Może nie dotyczy to wszystkich, ale na pewno większość ludzi musi się ze mną zgodzić. Zresztą nie są to moje słowa i wielu badaczy zgłębiło już temat na różne sposoby.

Nie da się jednak zaprzeczyć, że siedzenie w miejscu jest wygodne, mało zaprzątające umysł i bezpieczne. Ale co się dzieje, kiedy zaczyna nam doskwierać nasze nudne i ubogie życie? Próbujemy zmienić nasze przyzwyczajenia czy otoczenie. I jest to najlepszy moment na opuszczenie ciepłego gniazdka jakie sobie uwiliśmy.

Zadanie to wcale nie jest łatwe. Może być nawet bolesnym doświadczeniem, a kiedy się nie uda staje się tragedią. Ale uwierz mi, że warto. Otwierają się oczy i nagle widzisz tak wiele... Ja przez kilka miesięcy zobaczyłam aż za dużo. Przytłoczyło mnie to i narobiło niezłych problemów. Wiem jednak, że z czasem będę wspominała ten rok z wdzięcznością jako ważną lekcję. Tylko dzięki temu sporo osiągnęłam i niektórzy są pod wrażeniem.

Czytając książki z zakresu psychologii zauważyłam, że większość ludzi myśli schematycznie, działa w ten sam sposób i nie chcą wychodzić ze swojej strefy komfortu. Stoją w miejscu, zarabiają mało i ciągle narzekają. Zajmują się wszystkim czyli niczym i najczęściej życie innych jest dla nich ważniejsze niż ich własne. Nic dziwnego, że nie są w stanie osiągnąć wyżyn.

Druga grupa to osoby o otwartym umyśle, które nie zawahają się zmiany. Ich mentalność jest zupełnie inna. Potrafią zadziałać schematycznie, ale często wykorzystują zupełnie inne drogi do osiągania swoich celów. Dlatego jedni są biedni,a drudzy bogaci jak pisze T. Harv Eker.

Zatem bierzmy się do roboty i zmieniajmy nasze życie bo warto!



EDIT 18.12.2015
No i proszę. Opublikowałam wpis, a kolejnego dnia Maja nakręciła na ten temat filmik. Polecam:



czwartek, 3 grudnia 2015

Wielkości porcji

Odkąd pamiętam wiele osób mówiło mi, że talerze które miały średnicę 30 cm, dziś mają 45. Naukowcy w laboratoriach oraz psychologowie cały czas współpracują z branżą spożywczą i wciskają nam coraz więcej. Firmy na tym zarabiają i udają, że tak powinno być. Czytałam ostatnio książkę, gdzie autor (jeden z psychologów Uniwersytetu Cornela) pokazuje jakie sztuczki wykorzystuje, abyśmy jedli więcej i kupowali chętniej. Książka ("Beztroskie jedzenie") powędrowała dalej, aby uświadamiać. Zapomniałabym o całej sprawie, gdyby nie dzisiejsze zakupy. Osiedlowy sklep. A raczej sklepik. Częściowo samoobsługowy. Kiedy przechodzi się przez niego nie da się ominąć regału z... chipsami. Na wysokości rąk, nieco poniżej wzroku światło odbija się od kolorowych torebek. Na ogół przechodzę tamtędy obojętnie. Dziś natomiast zaskoczyły mnie nowe, zupełnie inne opakowania i na moment się zatrzymałam. Zaczęłam czytać.

Odkąd pamiętam mała paczka była prostokątna i miała 27 g. Była to standardowa porcja dla jednej osoby. Potem za porcję zaczęto uważać okrągłe 30 g., a od jakiegoś czasu widziałam czasem 35 g. Dziś jednak mała paczka jest kwadratowa (co przykuło moją uwagę) i posiada średnią porcję 40 g. Małych paczek nie ma, zatem średnia ją zastąpiła. Najprawdopodobniej cena jest też większa.

Producenci sprzedadzą więcej czyli zarobią więcej. Co jednak z nami? Pomijam aspekt zdrowotny jedzenia "przekąsek". Martwi mnie jednak tendencja do przejadania się wszystkim. Według wielu osób (mnie w to nie wliczaj) kurczak jest zdrowy i można zjeść pół kilo za jednym razem. Dla wielu trzy jogurty pomimo cukru i sztuczności też są zdrowe, choć lata temu jedliśmy tylko jeden. 

Nie idźmy w ilość. Idźmy w jakość. Niezależnie co wkładamy do naszych ust, bo wszystko można "przedawkować".

poniedziałek, 30 listopada 2015

Motywacja

Kiedy coś się wali, to wali się wszystko! Znacie? Ja aż za bardzo. Przeżyłam chyba najgorszy miesiąc w tym dziesięcioleciu. Może w życiu... Sama nie wiem, ale wspominam to bardzo źle. Jest to czas, kiedy w pewnym momencie przestaje Ci się chcieć. No bo jak długo można walczyć, kiedy nie przynosi to nic pozytywnego i jest coraz gorzej. Ciężka sprawa.

Ostatecznie los zadecydował za mnie. Choroba przykuła mnie na kilka dni do łóżka, przez co po prostu odpuściłam całą walkę. Odpoczęłam przez ten czas i zrozumiałam, że nie można się ciągle starać, ciągle motywować i walczyć. Jesteśmy żywymi organizmami, które potrzebują od czasu do czasu świętego spokoju, czyli po prostu odpoczynku. Nie możemy starać się 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu. To jest po prostu fizycznie nie możliwe. W tym czasie odpuściłam treningi, zajęłam się przyjemnościami i odpoczęłam choć trochę od pracy. Faktem jest, że nieco się rozleniwiłam i muszę na nowo wejść w lepsze jedzenie i systematyczne ćwiczenie, ale wiem, że z czasem znów będę pędziła.

Nasze życie działa jak sinusoida. Nie możemy być na topie cały czas. Nasza forma, dieta, dom czy praca mają prawo do kryzysu i odpoczynku. Nawet największa motywacja nie pomoże. Ja próbowałam się zmusić pomimo sił. W końcu organizm zastrajkował, bo potrzebował nowej energii. Kiedy po wolnym znów przekroczyłam mury firmy w której pracuję, wszystko potoczyło się inaczej. Emanowałam spokojem, co przełożyło się na osoby z którymi pracuję. Ich pozytywne zachowanie wpływa teraz na mój dobry humor, a to z kolei daje mi motywację do działania.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Ewa Chodakowska

Ten przewrotny tytuł sugeruje jedno. Ćwiczenia! Tak, a zarazem nie. Zacznijmy zatem od początku. Ewa Chodakowska proponuje wiele zestawów ćwiczeń, zdrowszą dietę, generalnie promuje pozytywne wybory i aktywne życie. Nie ze wszystkim się oczywiście zgadzam, bo mięso to nie mój świat, ale ona i inne trenerki promują ostatnimi czasy PRZEMIANĘ. Każda z nich opowiada, że dzięki niej zmienimy nasze ciało na niezłe ciacho i będziemy się super czuć. Czyżby po latach w końcu polki odkryły magiczny środek i każdy schudnie i utrzyma wagę?

I tu wkraczam do akcji JA. Od dziecka mieściłam się w normie BMI, raz wyżej raz niżej, ale wyglądałam jak "pączek w maśle". Moja figura i uroda nie pomagały mi wyglądać szczuplej. Buzia zawsze była okrągła jak "księżyc w pełni", a uda tak szerokie, że nic tego niestety nie maskowało. Wyglądałam źle, grubo i byłam mega niezadowolona. Dziś według BMI mam niedowagę. Nadal wyglądam źle (choć o niebo lepiej), bo poziom tłuszczu w organizmie jest wysoki, a mięśni nie za dużo. Nigdy nie będę Chodakowską czy inną Lewandowską, bo figura nie taka. Mimo to postanowiłam zawalczyć o zredukowanie 1/3 mojej tkanki tłuszczowej i zbudowanie mięśni.

NIE MA METODY CUD. Żadna ze znanych mi trenerek, dietetyczek czy innych osób zajmujących się zdrowiem nie ma magicznej metody. Po trzech miesiącach diety i regularnych ćwiczeń (6 razy w tygodniu) wiem już o co w tym wszystkim chodzi. Gdybym jednak wiedziała to 15 lat temu dziś byłabym zupełnie innym, szczęśliwszym człowiek. DO JASNEJ CIASNEJ CZEMU NIKT NAM TEGO NIE MÓWI!!!!!!?????????????


1. DIETA
Restrykcyjne diety są do dupy! Ja przytyłam dzięki odchudzaniu 10 kilo.
Obliczyłam na internetowym kalkulatorze, że przy moim wzroście, wadze, aktywności fizycznej i pracy potrzebuję między 2100 a 2300 kcal dziennie. Jeżeli jednego dnia zjem więcej drugiego mam pełny brzuch i do południa jem zdecydowanie mniej. Wychodzi na zero, choć rzadko to stosuję.
Chcąc schudnąć od tej liczby trzeba odejmować! Nie przekraczam 2000, a najczęściej jem około 1800. Nie jest to wcale mało. Przez pierwszy miesiąc siedziałam z kalkulatorem i codziennie podliczałam moje menu. Teraz już mniej więcej wiem co i jak, czasem sobie pomogę grzebiąc w internecie, ale ogólnie mogę powiedzieć, że orientuję się ile jem i świadomie wkładam to do ust.
Wychodząc ze znajomymi zamawiam sałatkę, piję herbatę i nikomu nie przeszkadza, że oni w tym czasie jedzą ogromną pizzę mięsną i popijają piwem. Świat idzie do przodu.
Wczoraj byłam na bankiecie. Raki, kawior, piękne babeczki i kanapki ze wszystkim co się tylko da, ciasta i ciasteczka. A dla mnie... ogromny półmisek owoców. Najadłam się świeżych malin, kiwi, melonów, pomarańczy i grejfrutów. Żyć nie umierać.

JAK JEŚĆ, ŻEBY NIE BYĆ GŁODNYM. Na początku organizm się przestawia, ale po kilku dniach jest już ok. Podzieliłam kalorie na cały dzień. Wiedziałam, że jak zjem duży obiad i zabraknie kolacji to coś sobie  i tak znajdę w lodówce i zjem więcej. Dlatego to co najbardziej mi się marzyło zostawiłam na popołudnie/wieczór. Nasze grzechy w diecie to nie problem z ciałem, ale z głową. To ona nas nakłania do niezdrowego i dodatkowego jedzenia. U mnie uaktywnił się tak silny motywujący głos, że prawie zapomniałam, że jestem na diecie co u mnie oznacza głównie obcięcie kalorii bo i tak większości niezdrowych rzeczy nie jem od dawna. Głos pomógł, do tego czytam na temat jedzenia/sportu (o czym już niebawem) i idę do przodu jak burza.


2. SPORT
Niby człowiek się rusza, a jednak nie chudnie. Bo ruszać się trzeba z głową. Jak się ostatnio dowiedziałam, do wielu czynności potrzeba nam dobrych mięśni środka czyli brzuch plecy, generalnie te okolice. Stabilizują postawę i pomagają w wielu czynnościach. Jak się okazało pomagają też w wielu sportach na przykład podczas biegu... Mój brzuch zawsze wyglądał jak taka mała oponka. Niby wcięcie w tali jest, ale jakoś takie otłuszczone. Na rękach zero mięśni, nie byłam w stanie zrobić JEDNEJ pompki. Ok możecie się przestać śmiać. Mam jednak powód do dumy. Usiadłam i zastanowiłam się chcę osiągnąć i dobrałam do tego odpowiednie ćwiczenia. Najpierw 6 razy w tygodniu ćwiczyłam około 45 minut na rozwój całego ciała. Wzmocniłam ręce/ramiona, brzuch, plecy, pośladki i uda. Trwało to miesiąc. Z bólem, ale robiłam dziesięć damskich pompek. Byłam z siebie mega dumna. Do tego 3 razy w tygodniu po 10 km jeżdżę do pracy na rowerze i mam nieco kardio i 1-3 razy w tygodniu biegam 30 minut lub idę na basen. Przeorganizowałam mój dzień pod ćwiczenia. DAŁO SIĘ!!!
Po miesiącu znudził mi się zestaw i chciałam więcej na brzuch, dlatego ćwiczyłam 6pack z youtuba 35 minut prawie codziennie. Potem znów mi się znudziło. Znalazłam w sklepie płytę Ewy dla Shape i ćwiczę dalej.

3. EFEKTY
Ponieważ widzę rezultaty od pierwszego dnia, a dzięki ćwiczeniom czuję się lepiej to mój wewnętrzny motywator działa nie na 100%. On działa na 1000%. Schudłam 8 kg. Moja forma nigdy niebyła tak dobra. Jestem w stanie zrobić różne dziwne ćwiczenia, o których kiedyś nie miałam pojęcia, że w ogóle istnieją. Dzięki wzmocnieniu "środka" nie mam bólów pleców, które mi kiedyś dokuczały przy siedzeniu. A na brzuchu zaczyna być widać to o czym marzą wszystkie tygryski :D
Minusy też były. Po około miesiącu miałam straszne bóle łydek i kolan. Poczytałam i wyszło: za mało magnezu lub białka w diecie. Okazało się, że chodzi o białko, którego jadłam stosunkowo niewiele. Dodałam go nieco do codziennego menu i wszystko wróciło do normy.


Wygląda jakby to było takie proste. Jest i nie jest. Musisz mieć mega motywator. Jak nie chce ci się ćwiczyć to idź do trenera personalnego. Zapisz się na forum dla odchudzających. Rób to małymi krokami, jakby nic się nie działo. Ja ćwiczyłam 3 miesiące, żeby móc wykonać swoje pierwsze poprawne, normalne pompki, ale w końcu się udało i teraz mierzę wyżej. Nie spoczywaj na laurach. I pamiętaj, że zawsze będzie ktoś, kto ci pomoże. Masz doła? Pisz do mnie. Dzwoń do kogoś. Obejrzyj bloga z efektami, zdjęcia na instagramie. Cokolwiek. Posłuchaj żywej muzyki i zacznij się ruszać. Robisz to nie tylko dla siebie. Twoje zdrowe ciało ulży naszemu "cudownemu" NFZowi :D Ja przestałam się przeziębiać. Moja odporność poszybowała do góry jak rakieta. A muszę dodać, że mam na co dzień styczność z różnymi chorobami, choć nie pracuję w służbie zdrowia :P I nic mi nie jest, choć co roku na początku grudnia chorowałam.
Efekty są na wielu płaszczyznach i nie wyobrażam sobie zawrócić z tej drogi. Po prostu ja, zdrowie jedzenie i codzienne ćwiczenia. Jak ich nie wykonam to mi źle! Ty też się tak wkręcisz. Po prostu zacznij. Nie od stycznia, nie od jutra. Po prostu dziś. Weź teraz wygodne buty i zrób kilka pajacyków i przysiadów.

sobota, 25 października 2014

Krewetki

Chciałam zacząć od kilku nieprzyjemnych inwektyw na temat ludzi. Powstrzymam się jednak. Napiszę najprościej jak się da.

RYBY I OWOCE MORZA TO TEŻ MIĘSO

JEŻELI MÓWIĘ, ŻE NIE JEM MIĘSA TO NIE JEM WSZYSTKICH JEGO RODZAJÓW

Skąd się bierze ta niewiedza, żeby nie nazwać tego gorzej?

W XVIII wieku księża mieli dosyć poszczenia i dni bezmięsnych. Długo pewnie zastanawiali się, co by tu zrobić, aby Papież pozwolił im mimo wszystko jeść te "przysmaki". Któryś z biskupów wpadł na pomysł sięgania po ryby, a unikania innych gatunków mięsa. Aby jednak nie wzburzyć niefajnych emocji w wiernych Watykan dorobił do tej historii swoją teorię. "Od dziś ryby to nie mięso" rzekł Papież. I tak oto w piątki na obiad podaje się... mięso. Dziś już nikt nie zaprząta sobie tym głowy i jak zrobili z ludzi ciemnotę w XVIII wieku, tak my dziś sami z siebie robimy niedouczonych. Większość ludzi dary morza traktuje inaczej niż zwierzęta hodowlane przebywające na lądzie. Refleksji zero, rozumu również. A jak przyjdzie wegetarianin na obiad to serwuje się mu rybkę. Jak powie, że nie je to na stół wkraczają naleśniki z serem. Itd., itp. Można pisać do u... śmierci. I puki żyję będę uczyła niedouczonych i będę szkoliła dalej tych co już wiedzą. Chyba taka już nasza rola.

piątek, 10 października 2014

minimalizm

Znalazłam kiedyś poniższą piramidę. Chciałam o tym napisać i zapomniałam. Dziś jednak odnalazłam obrazek i zamieszczam.





Kiedy to tylko możliwe staram się używać tego co mam.
Rzadko pożyczam. (Jako naród jakoś źle to postrzegamy.)
Zdarza mi się wymieniać z innymi. Jakoś ludzie mało entuzjastycznie do tego podchodzą. A szkoda, bo to wspaniałe wydarzenia.
Powyżej - kupowanie używanego. Uwielbiam to i korzystam kiedy tylko mogę z tej formy nabywania rzeczy.
Następny stopień to samodzielne robienie tego co nam potrzebne i na koniec dopiero kupowanie nowych rzeczy.

Jak najbardziej się z tym zgadzam. Chciałabym, żeby ludzie zrozumieli, że nasza planeta nie jest w stanie "wyprodukować" tych wszystkich nowych rzeczy. Poza tym to drogie. Po co się zaharowywać w pracy i potem kupować te tony badziewia. Sama mam wiele niepotrzebnych przedmiotów i wciąż jestem na drodze minimalisty. A mimo to jestem sporo przed ogółem współczesnego świata.

Ci, którzy jesteście daleko za mną, proszę dogońcie mnie choć trochę.

sobota, 4 października 2014

Trening

Całe życie się człowiek uczy, dowiaduje czegoś nowego. Całe życie pewne zdarzenia rodzą swego rodzaju konsekwencje. Zaczęło mnie zastanawiać ile ćwiczą "gwiazdy", że się tak wyrażę fitnessu. Z nazwiska mogłabym wymieniać bez końca. I polki i zagraniczne trenerki i oczywiście trenerów. Inaczej to pewnie jest w męskim "świecie", inaczej kiedy ruszają się kobiety. No przynajmniej ja mam takie wrażenie. Ale konkludując mogę powiedzieć: NIE WIEM. I tyle. Może zgłębię kiedyś ten temat. Może uda mi się dogłębnie odpowiedzieć na powyższe pytanie. Ja jednak w dniu dzisiejszym skupię się na sobie. Może dla jednych nieco egoistycznie, ale dla innych pozytywnie, że analizuję sytuację. W każdym bądź razie krótkie podsumowanie mojej aktywności i wnioski jakie mi się nasunęły.

Poniżej przedstawiam różne dyscypliny i miesięczne "osiągnięcia":

BASEN 1 km
ROWER 150 km
BIEG 25 km
FITNESS 4 h
MARSZ sama nie wiem, ale na pewno nie mam zupełnie siedzącego trybu;

Ponieważ rowerem dojeżdżam do pracy przez większą część roku, a latem mam dodatkowe wycieczki to średnia jest całkiem fajna. Cóż jednak, kiedy na inne dyscypliny trzeba wygospodarować czas i chęci? Różnie, ale raczej kiepsko. Basen, który szczerze kocham leży. Bo trzeba dojechać, zapłacić, przebrać się, wysuszyć... Wymówek od groma. Muszę się ogarnąć i to zmienić. Bieganie jakoś idzie. Tylko, że ja krótkodystansowiec jestem. Biegam często, ale strasznie mało. Mój cel to wydłużenie dystansów!
Chodzę przeciętnie. Raz baaaardzo dużo, raz mniej. Ale góry pozwalają się ruszyć i nie mogę powiedzieć, że ciągle siedzę. Nie jest źle, ale zawsze może być lepiej ;)

No i ten nieszczęsny fitness. Czasem się zmotywuję i poćwiczę. Ale to "czasem", to jednak za mało. Dlatego tak myślę o tych "gwiazdach". Ile to optymalnie, ile to ok, ile to właściwie? No ile. Hmm... a jakby tak ćwiczyć 6 razy w tygodniu. Treningi mają od 30-50 minut. I taki trening zrobić praktycznie codziennie. Niezłe wyzwanie. Tego jeszcze nie próbowałam. Wygrzebałam płytę Chodakowskiej, którą kiedyś kupiłam i ruszyłam do boju. Ćwiczę już trzy dni i daję radę. Jeszcze trzy. Dam radę. A może ktoś poćwiczy ze mną?
Takie małe wyzwanie proponuję. Sześć dni aktywności. Dla jednych długie spacery, dla innych bieg, albo jeszcze coś innego. Ale bez przerwy, żeby znów nie osiąść na laurach!!!

I mam ciekawostkę. Czasem zaglądam na hellozdrowie. I w taki oto sposób znalazłam kompendium dla wielbicieli fitnessu w domu. Różne filmiki z krótkimi opisami. Dla zaawansowanych i dla początkujących. Polskie i zagraniczne "gwiazdy". Dostępne tutaj. Żadna to reklama. Po prostu chcę Cię zachęcić do aktywności. Z doświadczenia wiem, że jak trenerka nie spasuje to nie chce się ćwiczyć. Dlatego warto poszukać innej.

I w taki oto zawiły sposób dobrnęłam do końca pewnej myśli, która mam nadzieję przynajmniej częściowo zrewolucjonizuje moje wieczne wymówki pod tytułem: JUTRO. O wynikach będę na bieżąco informowała.

sobota, 19 lipca 2014

Pepsi Eliot

Każdy ma czasem chwile zwątpienia, jakieś załamania. Kiedy nie jest do końca pewny czy dobrze robi. Czy to czego się podjął ma sens. Nawet jak się ktoś nie przyzna to i tak wiem, że potrzebuje jakiejś zewnętrznej motywacji. Jestem silna psychicznie (tak powiadają ludzie), ale i tak mam swoje słabości. Czasem wątpię w swoje wybory żywieniowe/zdrowotne. Bo jak wszyscy dookoła mówią Ci, że jesteś wariatem w tej kwestii to ciężko wytrzymać. I wtedy przychodzi Pepsi. Siadam i czytam jej bloga i znów czuję przypływ wiary w zdrowe rzeczy, w to co robię. Jak mam załamanie i zjem coś, co uważam za niezdrowe to jej posty od razu mi pomagają wrócić do obranej przeze mnie normy. Nie ma drugiej takiej osoby. Jedni przemawiają do mnie bardziej, inni mniej, ale jedynie Pepsi jest tą najlepszą i najważniejszą motywacją, która zawsze działa. Nie jestem 811, ale i tak dzięki niej dużo się dowiedziałam i przekazuję to dalej. Dzięki niej zmobilizowałam się też do wielu rzeczy. Idealnie nie jest, ale wiele rzeczy udało mi się osiągnąć.

Zachęcam zatem do poszukiwania własnego mobilizatora. Człowieka lub rzeczy, dzięki której cele będą osiągnięte. A ja wracam do czytania, potem zrobię przebieżkę, zjem jakąś sałatkę i sama coś napiszę.

niedziela, 23 lutego 2014

Diet coaching

Nie od dziś wiadomo, że przytyć jest łatwo, a utrzymać wagę i schudnąć zdecydowanie trudniej. Z pomocą przychodzą nam zatem specjaliści, którzy w ostatnim numerze "Coaching" opisali kilka wskazówek dla odchudzających się.

"Warto na początku zwrócić uwagę, a jaki sposób myśli o zmianie stylu życia. Zapytać siebie, czy naprawdę chcę, czy też muszę zmienić dotychczasowy tryb życia. Słowa są tutaj kluczowe. Odchudzanie rozpocznij od zastanowienia się:

JAK JEM? JAK ŻYJĘ?
Zapisz na kartce: ile razy dziennie jadłeś/aś, co i w jakich godzinach, i zobacz, co dzięki temu odkrywasz. Jaki styl życia prowadzisz: czy uprawiasz jakiś sport, jeżeli tak - ile razy w tygodniu?
- Wiedząc, że sukces w odchudzaniu w znacznym stopniu zależy od regularności posiłków oraz aktywności fizycznej, zastanów się, do czego dążysz. Jaki byłby idealny model twojego nowego aktywnego życia?
- Zmianę zacznij od małych kroków - w każdym tygodniu wprowadź jeden rytuał - coś nowego, z czego będziesz dumna/y. Nagradzaj się! To twoje osiągnięcia!

Bardzo ważne są emocje, które towarzyszą nam podczas jedzenia. Na jeden tydzień stań się obserwatorem swoich emocji: W JAKICH SYTUACJACH JESZ? Czy jesz, kiedy jesteś zły/a, kiedy jest ci smutno, kiedy jesteś nieszczęśliwy/a, kiedy coś ci się nie udało? Co odkrywasz, odpowiadając na te pytania?

CZY JEDZENIE JEST DLA CIEBIE FORMĄ NAGRODY i czy sprawia ci radość? Jeżeli twoja odpowiedź brzmi "tak", wypisz pięć rzeczy, które sprawiają ci w życiu przyjemność, i wybierz tę, która może zastąpić ci jedzenie w chwilach, gdy potrzebujesz zmienić negatywne emocje.

CO JEST TWOIM CELEM - do czego dążysz? Ważne, żeby sformułować cel jak najbardziej konkretnie, by był to cel pozytywny i w czasie teraźniejszym, np: "Jem pięć razy dziennie zdrowe posiłki, trzy razy w tygodniu biegam. Na koniec wakacji znowu noszę moje ulubione spodnie". Unikaj wyznaczonych celów w kilogramach. Dowiedziono, że jeżeli do wyznaczonej daty nie osiągniemy oznaczonej liczby kilogramów, motywacja drastycznie spada. Wyznaczaj cele dotyczące zachowań

PRZEJDŹ DO DZIAŁANIA - jaki będzie twój pierwszy krok?"

Powodzenia!