Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PRZEPIS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PRZEPIS. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 września 2014

Magda Gessler

Lubię oglądać programy kulinarne, nawet kiedy mnóstwo mięsa ocieka gęstym sosem lub tłuszczem. Ciekawa też jestem restauracji w mojej okolicy. Rzadko do nich chodzę, ale dobrze wiedzieć co i gdzie. „Kuchenne rewolucje” to bardziej show niż gotowanie, ale nieco odpoczynku od ponurej rzeczywistości jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Obejrzałam zatem ostatni odcinek. Czasem staram się ciekawe przepisy modyfikować na vege modłę. Robię to sporadycznie, ponieważ wolę przyrządzić dobre curry czy zupę, niż męczyć się nad „kotletami”. Tym razem jednak zapragnęłam zupy-gulaszu. Mówiłam o nim od kilku dni po czym Magda Gessler przygotowała świetne danie, które stało się inspiracją do stworzonej przeze mnie potrawy. Wyszło jej dosyć dużo, ale świetnie smakuje odgrzana na drugi dzień czy zamrożona w pojemniczku na kolejny tydzień. Wszystko można przygotować ze świeżych składników, ale ja podaję uproszczoną wersję. Choć obierałam kukurydzę samodzielnie, ta z puszki bez dodatku cukru będzie idealnie pasowała. Podobnie inne produkty. Muszę przyznać, że jest to prosty przepis. Wszystko wrzucamy do jednego gara i czekamy. Danie bardzo pożywne i „zapychające” . Miała to być jedynie zupa, a na drugie szykowałam się z sałatą. Przez ostatnie „skurczenie” żołądka zjadłam jedynie małą miseczkę tej pyszności, a sałata została na kolację. Polecam dla zapracowanych, którzy nie chcą stać w kuchni i muszą zjeść coś dodającego energii do dalszej pracy.


Meksykańska zupa-gulasz

Składniki:
2 puszki pomidorów
puszka kukurydzy
puszka czerwonej fasoli
duża czerwona papryka
duża marchew
korzeń selera
korzeń pietruszki
3 średnie ziemniaki
ok. 80 g. granulatu sojowego
2 łyżki czerwonej słodkiej papryki w proszku
chili w proszku lub płatkach (wg uznania)
sól
pieprz
ziele angielski
liść laurowy
2 łyżki oleju rzepakowego ewentualnie słonecznikowego
świeża kolendra lub pietruszka


Sposób przygotowania:
Pomidory wlewamy do garnka. Jeżeli używasz świeżych trzeba je sparzyć i obrać ze skórki. Całość miksujemy z dużą szklanką lub dwoma wody.

Marchew, seler i pietruszkę drobno kroimy lub trzemy na grubych oczkach tarki (wg upodobań).

Ziemniaki kroimy w drobną kostkę.

Paprykę siekamy w paski długości około trzech centymetrów.

Dodajemy do całości granulat sojowy, kukurydzę oraz fasolę. Doprawiamy solą, pieprzem, zielem angielskim oraz liściem laurowym.

Na patelni rozgrzewamy olej i dodajemy paprykę w proszku. Podgrzewamy moment, żeby nadać jej mocniejszego aromatu i dodajemy do całości.

Ja umieściłam moją zupę-gulasz w szybkowarze, dlatego gotowanie zajęło tylko 15 minut, po czym odstawiłam ją ciągle gorącą na kolejne 15 minut, aby doszła.

Jeżeli masz świeżą fasolę namocz ją przez noc po czym ugotuj al dente i dodaj do reszty składników. Gotuj do miękkości wszystkich warzyw.

Na koniec posiekaj świeże zioła i dodaj do garnka lub na talerz.



piątek, 25 lipca 2014

Sałatka z cukinią

Przez kilka dni jadłam na obiad sałatki. Takie znane i wypróbowane przepisy. Postanowiłam jednak zrobić coś nowego. Otworzyłam lodówkę i popatrzyłam co w niej mam. Była tam m.in. cukinia, pomidory suszone w zalewie, oliwki i kapary. I tak oto powstała moja dzisiejsza sałata.

Składniki:
kilka liści sałaty lodowej
kilka suszonych pomidorów w oleju
garść oliwek
łyżka kaparów
średnia cukinia
świeży ogórek
zioła prowansalskie (suszone bądź świeże)

Cukinię i pomidory kroimy w kostkę. Podsmażamy chwilę na niewielkiej ilości oleju/oliwy ze słoika
z pomidorami. Posypujemy ziołami. Jeżeli są suszone na początku smażenia, jeżeli świeże na koniec. 
Całość musi dłuższą chwilę przestygnąć.

Liście sałaty myjemy, osuszamy i szarpiemy na mniejsze kawałki. Ogórka kroimy w plastry i układamy na sałacie. Do tego dodajemy kapary i kilka posiekanych oliwek. Jeżeli cukinia ma odpowiednią temperaturę i nie zaparzy sałaty nakładamy wszystko na talerz i całość skrapiamy tłuszczem z patelni. Można posypać pieprzem.

Smacznego!

PS. A jak kiedyś w końcu uzbieram pieniądze i kupię aparat to zacznę robić zdjęcia. Jedzenie jest takie piękne. Na razie żeby to zobaczyć musicie sama wypróbować przepis :)

czwartek, 17 lipca 2014

Snickers

Zawsze lubiłam snickersy. Kiedy przestałam jeść tego typu rzeczy przeszła mi ochota na batony. Po kilku miesiącach spróbowałam go znowu i doznałam szoku. Był tak obrzydliwie słodki. Nie dało się go zjeść. Zastanawiałam się co mną wcześniej kierowało, że je jadłam. A mimo wszystko jakiś sentyment pozostał. Kiedy zatem zobaczyłam lody snickersy byłam w szoku. Da się tak?! Nie chciałam próbować. Pewnie byłyby za słodkie i strasznie chemiczne. A oto moja alternatywa tej znanej przekąski.

Składniki:
2 banany
łyżka kakao
 mała garść orzechów ziemnych

Banany obierany, kroimy na mniejsze części i mrozimy przez kilka godzin. Ja włożyłam je wieczorem i wyjęłam rano. Wkładamy do blendera i miksujemy. Pod koniec dodajemy kakao. Potem posypujemy orzechami i mamy gotowe lody snickersowe. 


A wiecie co jest najciekawsze? Bezkarnie zjadłam je na śniadanie. Ze smakiem i zdrowiem! Ale jako deser też będą dobre ;P

czwartek, 10 lipca 2014

przepis

Niezłe to to mi wyszło. Tak szczerze to eksperymentalnie. Ale tak mi smakowało, że Wam o tym napiszę.

Zaczęło się od tego, że poza bobem gotowanym solo nie jadłam żadnego dania z tym cudownym warzywem. Nigdy jak żyję! No to fru do internetu i szukam. I się okazało, że pierwszy przepis był z... boczkiem. Nie mnie zasmakował, ale ja mój przerobiłam i wyszło zupełnie coś innego. Nowe danie.

Składniki:

4-5 garści ugotowanego bobu
mały pomidor
kilka zielonych oliwek i/lub kaparów
świeży koperek i/lub bazylia
pieprz
sól
oliwa

Kolejność:
Ugotowany wcześniej i nieco przestudzony bób można obrać. Nie jest to konieczne, jeżeli ktoś lubi skórkę. Potem siekamy zioła, oliwki, kapary i mieszamy całość. Jeżeli bób nie był solony lub nie używamy oliwek szczypta dobrej soli nie zaszkodzi. Do tego kroimy pomidora i całość polewamy nieco dobrą oliwą. Prosta i pyszna sałatka. Idealna w ramach lipcowego obiadu. Polecam serdecznie. 

poniedziałek, 3 marca 2014

Budyń i poranne dziwactwa

Miałam ochotę na budyń, więc sobie zrobiłam. Ale o tym za chwilę.

Witam wszystkich serdecznie i przedstawiam subiektywny zarys zdrowego dnia. Podam po prostu to co dziś robię od rana i będę robiła do samego wieczora.

W nocy byłam budzona dwa razy więc nieco przyspałam i wstałam o 7.30. Zrobiłam dużą szklanę wody z bio cytryną i popijając nałożyłam kotom śniadanko :D Potem poszłam się ubrać, opróżniłam pęcherz i wyszłam z domu. Dziś akurat 42 minuty biegu pod górę i z powrotem. No takie tereny mamy. Czerwona jak burak wpadłam potem do piekarni po żytni, razowy na zakwasie i poleciałam pędem do domu. Po drodze zachciało mi się konsystencji budyniu. Bo ja już tak mam, że mnie się chce różnych konsystencji. Jak pochrupię jabłka, sałatę czy marchewkę to muszę mieć jakąś odmianę.


Składniki:
garść sałaty
max 100 ml wody
trzy wielkie dojrzałe banany
łyżka zmielonego siemienia
łyżka kakako

Wykonanie:
Sałatę zmiksowałam z wodą. Dopiero wtedy dodałam całą resztę składników do blendera. Kilka ruchów i bardzo gęsta masa, czyli mój "budyń", była gotowa do jedzenia.

Zjadłam i poszłam się umyć, żeby nie straszyć po treningu. Jak zwykle o tej porze obmyślam co na obiad i przygotowuję się do pracy (w głowie i na papierze). Przed południem czytam też maile, blogi i sama piszę. Potem szybko obiad (albo w trakcie), trochę sprzątania i do roboty. Co w tym czasie zjadam?

Na drugie śniadanie dziś po prostu sałata, czyli reszta główki, którą wyjęłam, żeby zrobić "budyń" i do tego jakiś pomidor, parę oliwek, nieco octu balsamico i łyżka oliwy.

Na obiad moja wariacja na temat zielonego curry.

Składniki:
200 g. fasolki szparagowej
pół brokuła
dwie łodygi selera naciowego
50 g. ryżu brązowego
łyżka pasty curry
woda

A oto jak to zrobić:
Do garnka wlewamy dwie szklanki wody i wsypujemy ryż. Gotujemy. W tym czasie kroimy selera i dorzucamy do ryżu. Do całości dodajemy łyżkę zielonej pasty curry. Po prawie 30 minutach dodajemy fasolkę i czekamy, aż całość znów się zagotuje. Jeżeli brakuje wody to dolewamy po trochu. Na koniec dodajemy brokuła i czekamy, aż wszystko zmięknie. 

Porcja wychodzi podwójna, więc ja czasem wracając wieczorem z pracy, kiedy jestem bardzo głodna i wiem, że jeszcze nie idę spać i posiedzę to zjadam drugi talerz. Albo mam gotowy obiad na drugi dzień. Nie tracę czasu. Jupi :)

A co między obiadem i kolacją? Najczęściej owoce. Łatwo zabrać i łatwo zjeść. Banan, jabłko, gruszka, czasem robię sałatkę owocową dodając jeszcze ananasa czy cytrusy. A są dni, że mam ochotę na chleb. Robię wtedy jakąś pastę warzywną i przygotowuję kanapki, dodając sałatę, ogórka, kiełki i inne pyszności. 

A co do ruchu.... to nie ograniczam się do biegania. Czasem poćwiczę w domu z jakimś nagraniem z Youtube, czasem jadę na basen czy po prostu idziemy na kilka godzin w góry. A jak nie ma siarczystych mrozów i nie pada śnieg to do pracy 2-3 razy w tygodniu jadę rowerem. Wychodzi około 16 km do góry i na dół. Na miejscu jestem cała zlana potem od tych wzniesień i ludzie pytają co mi się stało, że mam wypieki. Oni tego nie doświadczają. To może Ty się skusisz na trening? Polecam!



PS dziś jakiś pan w średnim wieku ze zdziwienia wyjął telefon i krzyczał, że mi zdjęcie zrobi podczas treningu (jakimś ewenementem jestem?). Ale nie dziwi mnie jego zaskoczenie. Piwny brzuszek, a raczej brzuszysko mówiło samo za siebie.



PS A oto sałata. Jak można tego nie lubić?!?!?! (I moja stopa, której nie zauważyłam w kadrze. Kiepski ze mnie fotograf.)


niedziela, 2 marca 2014

Proste jedzenie

Jakoś nigdy nie mogłam przekonać się do prostego jedzenia. W dzieciństwie kanapki miały tyle składników, że wszystko spadało. Ale dzięki temu jedliśmy naprawdę dużo warzyw. Zresztą inne dania miały się podobnie. Dopiero teraz wiem, że lepsze jest prostsze. Czasem stare nawyki wygrywają, ale staram się z nimi ciągle walczyć. I tak oto zrobiłam na obiad proste (według mnie) zielone curry. Mam dwie wersje.

Oto pierwsza:

Składniki:
150 g. fasolki szparagowej
150 g. kalafiora
50 g. makarony ryżowego/sojowego lub jakiegoś innego azjatyckiego. Bez chemii!
pół puszki mleka kokosowego
1-2 łyżki zielonej pasty curry. Bez chemii!
2 razy po około pół szklanki wody

A oto jak to przygotować:
Do garnka lub na patelnię wlewamy pół szklanki wody, dodajemy pastę curry i mleko kokosowe. Następnie wkładamy warzywa i nieco podduszamy do ulubionej miękkości/twardości.

Makaron robimy według przepisu na opakowaniu, czyli najczęściej wkładamy do gorącej szklanki z wodą i po trzech minutach gotowe. Dodajemy go do warzyw i obiad gotowy.

Na co trzeba zwrócić uwagę? Na azjatyckie składniki. Często robią je europejskie firmy i dodają mnóstwo niepotrzebnych i zarazem chemicznych składników. Niektóre produkty przyjeżdżające do nas z Azji mają też sporo chemii, żeby przetrwać transport. Szczerze polecam poszukać czegoś bez zbędnych moim zdaniem składników. Ja znalazłam takowe w Lidlu, ale promocja się skończyła i nie wiem co dalej. Została mi pasta curry i na pewno będę z nią dalej eksperymentowała, bo uważam, że jest genialna.

Drugi przepis:

Składniki:
50 g. ryżu brązowego
300 g. fasolki szparagowej
pół puszki mleka kokosowego
1-2 łyżki pasty curry
1-2 szklanki wody

A oto jak to zrobić:
Szklankę wody, pastę i ryż wsypujemy do garnka i gotujemy 30 minut. Po tym czasie ryż zaczyna mięknąć i woda nieco wyparowuje. Możemy dolewać jej nieco więcej w trakcie gotowania. Dodajemy resztę składników i gotujemy do miękkości ryżu. To dopiero proste danie. Mój ideał z wczorajszego obiadu.

A czemu piszę 1-2 łyżeczek pasty curry? To zależy od gustów. Azjatyckie przyprawy są zazwyczaj bardzo ostre. Do pasty dodaje się m.in. chilli. Ja używam dwie łyżki i czuję, że piecze. Dlatego można dodać zdecydowanie mniej lub więcej jak ktoś lubi nie czuć co je :D Kwestia indywidualna. Azja jest dla mnie mega krajem jeżeli chodzi o semi-wegetarianizm, wegetarianizm czy nawet weganizm. Nigdy tam nie byłam i nie prędko polecę. Wiem jednak, że wiele regionów je bardzo pysznie i zarazem bezmięsnie! To tylko większe miasta chcą dogonić świat i zmieniają swoje menu. A czasem zmieniają je dla turystów i podają frytki na obiad :/ Ale moje curry jest przepyszne.

Smacznego!

wtorek, 25 lutego 2014

Treningowe śniadanie

Przez pewien czas unikałam szejków. Podobnie zresztą jak bananów, ponieważ bardzo mi się przejadły. Z dnia na dzień bowiem pomyślałam, że witarianizm to idealna rzecz dla mnie. Podleczy mnie tam, gdzie trzeba i już. Ale przyzwyczajenia do gotowanych obiadów mam tak silne, że nie wytrwałam zbyt długo na 100 % surowym. Wiele mi jednak zostało z tamtego okresu i jem dużo surowych i zdrowych rzeczy. Ostatnio wróciłam do robienia szejków na śniadanie. Przed porannym bieganiem muszę zjeść coś energetycznego, sycącego i jednocześnie lekkiego. Dzięki mojej miksturze nie mam kolek jak biegnę i nie czuję się głodna, a co najważniejsze zmęczona. Energia z rana jest kosmiczna. Polecam każdemu.

Składniki:
ok. 200 ml wody
garść lub dwie świeżego szpinaku (może być inne zielsko)
3 banany
garść truskawek/malin/jagód/gruszka/jabłko (cokolwiek lubicie)
łyżka kakao
łyżka zmielonego siemienia

A oto jak to przygotować:
Do sporego naczynia wlewamy wodę. Ja mam pojemnik, który kupiłam razem z blenderem. Jest od razy miarka (max 700 ml). Do wody wkładamy szpinak lub inne zielsko i robimy gładką "zupę".

Dopiero wtedy dokładamy owoce i również blendujemy. Na koniec dodajemy siemie i kakao. Dokładnie mieszamy blenderem i voila.

Wodę używam w zależności jaką konsystencję chcę uzyskać. Mniej wodu - "papka". Więcej - "zupa".


A na koniec mała refleksja. Kto widział w internecie/gazecie piękne zdjęcia kolorowych szejków? O takie na przykład:






No to niestety mój taki piękny z mlekiem i z photoshopa nie jest. Wygląda jak nie powiem co, ale smak ma nieziemski i na pewno jest zdrowy. I zrobiłam zdjęcia. Większość już wychlałam, ale coś ocalał.



piątek, 24 stycznia 2014

Kiszonki

Jak powszechnie wiadomo kiszonki należą do grupy bardzo zdrowych produktów. Poleca się je w wielu chorobach oraz zapobiegawczo. Kiszenie odbywa się poprzez zasolenie i fermentację z udziałem różnych szczepów dobrych bakterii mlekowych. Owy kwas mlekowy powstaje poprzez zjadanie przez bakterie cukrów zawartych m.in. w kapuście. Kisić można oczywiście i inne produkty. Najpopularniejsze są ogórki, które co druga chyba gospodyni w naszym kraju przygotowuje latem. Gorzej jest natomiast z burakami i kapustą. Tej ostatniej postanowiłam się przyjrzeć bliżej. Pod koniec grudnia podjęłam decyzję o przechodzeniu na dietę. Musiałam zatem znaleźć dobre źródło kiszonej kapusty. Najczęściej w sklepach można kupić kapustę KWASZONĄ, która jest zalewana octem i nie ma dobroczynnych właściwości. Ponadto może powodować wszelakie dolegliwości związane z nadmiarem octu w organizmie. Ja mam po niej bóle brzucha i wzdęcia. Kiedy dowiedziałam się o dwóch sposobach uzyskiwania kiszonej kapusty zaczęłam czytać KAŻDE opakowanie, które biorę do reki w sklepie. Nachalnie wypytuję też ekspedientki co też kryje się w ich kapuście. Ponadto kapusta nie powinna przebywać w szczelnym, plastikowym opakowaniu. Dobroczynne bakterie giną z braku tlenu. Podobno kwas wchodzi również w reakcje z plastikiem, a o tym można już całe księgi pisać. Zdrowe to nie jest, dlatego do kiszenia poleca się drewniane beczki, słoiki i gliniane naczynia.

Dwa lata temu robiłam małosolne ogórki latem (uwielbiam) i kupiłam litrowe gliniane naczynie, specjalnie przeznaczone do kiszenia. Leżało potem i nagle się przydało. Z braku odpowiedniej kapusty w sklepie postanowiłam zrobić swoją. Bałam się strasznie, ale wiem już, że nie było czego. Popełniłam także kilka błędów. Mądrzejsza o te doświadczenia podzielę się z wami prawidłowym kiszeniem kapusty.

Do litrowego gara lub słoika wejdzie około kilo kapusty. Szatkujemy ją oczywiście. Można dorzucić marchew czy co tam lubicie. Ja za pierwszym razem jednak chciałam zobaczyć podstawowy efekt. 
A teraz o soli. Najlepsza jest oczywiście szara i nie powinna być jodowana. Na każdy kilogram kapusty świeżej bierzemy 1,5 do 2,5 dkg soli. Ja wzięłam około 2 dkg. Mam niedokładną wagę więc mogło być 2,1. Wiem już, że była nieco za słona jak dla mnie i dodam 1,5 do maksymalnie 1,8 jak zrobię to następnym razem. 

Czysty pojemnik wykładamy na dnie warstwą kapusty i zasypujemy odrobiną soli. Ugniatamy, bo musi puszczać sok. Ja użyłam drewnianej dużej łyżki. układamy drugą warstwę kapusty i posypujemy nieco solą. Znów gnieciemy. I tak do końca kapusty i soli. Jak skończymy kapusta musi być całkowicie pokryta sokiem. Jeżeli nie będzie zepsuj się zamiast zakisić. Przykrywamy małym talerzykiem i obciążamy. Ja do dużego słoika nalałam wody. Kapusta leży kilka dni w kuchni. Codziennie zachodzi tzw. burzliwa fermentacja. Woda podnosi się i może się wylać. Nadmiar należy zbierać do szklanki. Po kilku dniach (u mnie tydzień) odstawiłam w chłodniejsze miejsce (na balkonie było 5-10 st.) wtedy fermentacja przebiega powoli i wody może zacząć brakować. Dolewamy tą, którą mamy w szklance. Jak zabraknie robimy mieszankę na 1 litr przegotowanej wody 1-2 dkg soli. Mieszamy i dolewamy co dziennie. Po kilku dniach warto też wbić widelec w kapustę, żeby nieco odpowietrzyć. A po około dwóch tygodniach jest cudowna, domowa, bez octu! kapusta.

Czynności bardzo proste i nie wymagające dużo czasu. Ja będę robiła częściej. Jeżeli bardzo zagmatwałam przepis to jest wiele blogów, na których znajdziecie ciekawe instrukcje.

czwartek, 23 stycznia 2014

Co mi zasmakowało

Ciekawe to jest. Bowiem dietetyczne potrawy uważane są za nijakie w smaku i nikt nie chce ich jeść na co dzień.Ja mam jednak inne zdanie i zakochałam się w niektórych daniach diety dr Dąbrowskiej.

Bardzo zasmakowała mi czerwona cebula. Robię sałatkę: jeden średni pomidor, maleńka cebulka albo połowa jak jest większa i ogromny ogórek kiszony. Wychodzi 130 g. plus 20-30 g. plus 80-100 g. Doprawiam świeżymi ziołami jak mam. Owa sałatka ma do 50 kcal, a świetnie sprawdzi się jako przekąska lub drugie śniadanie. Zrobiłam także jako dodatek do obiadu dla mego lubego. Zjadł całość i aż mu się uszy trzęsły. Dzięki temu zjadł zdrowe domowe ogórki kiszone, a nie te sklepowe konserwowe.

Drugą bardziej przekąskową propozycją jest utarcie korzenia selera (100 g.) 40 kcal z jabłkiem (100 g.) 50 kcal. Po prostu zabiło mnie smakiem. Spodziewałam się, że będzie mdłe, a było pyszne i słodkie.

A jeżeli o słodyczach mowa to utarłam duże jabłko (200 g.) i dodałam łyżeczkę cynamonu. Mogłam dodać pół, bo okazało się za mocne nieco w smaku. Ale znów pyszne i słodkie. Deser idealny według mnie. A kalorii 110 jak dobrze pójdzie. Który talerz słodyczy tyle ma :D

No i przejdźmy do obiadu. Po pierwsze kapuśniak.  Wyszedł mi gar zupy, który jadłam całe popołudnie. Składniki:
marchwe (200 g.) 80 kcal
seler (50 g.) 20 kcal
pietruszka (40 g.) 20 kcal
por (20 g.) 6 kcal
cebula (20 g.) 8 kcal
kapusta biała (50 g.) 16 kcal
kapusta kiszona (200 g.) 40 kcal
kminek
pieprz
razem 190 kcal
Warzywa starłam na tarce, cebulę posiekałam. Kapustę kiszoną dodałam bez rozdrabniania po 15 minutach gotowania. Całość jeszcze stała na ogniu 15 minut i zupa gotowa:)

Drugim daniem, które uwielbiam jest leczo jarskie.
Składniki:
cebula (100 g.) 39 kcal
papryka (150 g.) 48 kcal
przecier pomidorowy (pół słoiczka 95 g.) 88 kcal
przyprawy: sól, pieprz, majeranek, świeża pietruszka, liść laurowy, ziele angielskie
razem: 175 kcal

Do kapuśniaka dodałabym jednego ziemniaka. Do leczo ryż, albo inny zapychacz. I tyle w temacie. Pysznie i zdrowo.

środa, 1 stycznia 2014

Biała zupa

Polubiłam gotowanie. Stało się to kilka lat temu kiedy sama zaczęłam w końcu gotować i eksperymentować w kuchni. Mistrzem nie jestem i nigdy nie będę. Nie mam bowiem ani tyle zapału, ani możliwości. Oglądam jednak wiele programów kulinarnych. Takich zwykłych, zwyczajnych dla przeciętniaków. I kiedy coś mi się spodoba wypróbowuję w domu i nierzadko modyfikuję pod siebie. Dlaczego? Bo wielu rzeczy nie jem. Począwszy od mięsa, a skończywszy na... sama nie wiem już nawet. Dlatego poniżej przepis na przepyszną zupę, którą ja zmodyfikowałam. Czyli przepis oryginalny i moja przeróbka. Coś dobrego na Nowy Rok :)

BIAŁA ZUPA

Składniki:
duży por (czym bardziej biały tym lepiej)
duża biała cebula
mały korzeń pietruszki
mała marchewka
duży korzeń selera
dwa ziemniaki
czosnek
sól
pieprz
śmietana kwaśna

Przygotowanie:
W oryginale szkli się na oleju czosnek, cebulę i pora. Potem dodaje pokrojone ziemniaki i seler zalewając dwoma szklankami wody. Kiedy wszystko będzie miękkie blendujemy i zalewamy szklanką śmietany.

W mojej wersji dodaję więcej warzyw, aby zupa miała więcej "zdrowia". 
Na łyżce oliwy szklimy zatem czosnek, cebulę i pora. Potem dodajemy marchew, pietruszkę, selera i ziemniaki. Zalewamy trzema szklankami wody. Gotujemy, aż ziemniaki będą rozgotowane. Wszystko blendujemy i doprawiamy solą oraz pieprzem. 

Można zrobić jeszcze trzecią wersję. Do czosnku, cebuli i pora dodajemy seler i ziemniaki, a całość zalewamy bulionem warzywnym. Na koniec blendowanie i przyprawy.


Jakąkolwiek wersję wybierzecie powiem szczerze, że ta zupa tak przypadła mi do gustu, że dziś gotuję kolejną porcję, choć dwa dni z rzędu ją już jadłam. Naprawdę polecam.

Smacznego!

czwartek, 28 listopada 2013

Odświeżająca sałata

Włosi kochają jedzenie. Kochają godzinami celebrować posiłki z rodziną i ilość dań jest adekwatna do ilości czasu spędzonego przy stole. Jest to jednak inna uczta niż te, które my znamy w Polsce. U nas większość dań na wieczerzach woła o dietetyczną pomstę do nieba. U nich przystawki czy przekąski potrafią być lekkie i odświeżające jak poniższa sałata.

Składniki:
pół główki sałaty na przykład masłowej
łyżka oliwy z oliwek
łyżka lub dwie octu balsamicznego
szczypta soli i pieprzu



Sposób przygotowania:
Sałatę umyć i osuszyć, porwać na mniejsze kawałki. Całość zalewamy oliwą i octem po czym doprawiamy do smaku. Mieszamy.

Jest to lekka przekąska lub dodatek do obiadu. Kiedy dodamy kilka oliwek, ogórka lub pomidora stanie się bardziej treściwa. Jest pyszna i zdrowa.

Smacznego!

wtorek, 26 listopada 2013

Szpinak a'la pesto

Tradycyjne pesto to jak wiadomo bazylia, orzeszki piniowe, oliwa i jeszcze kilka klasycznych składników. Leniwy niedzielny poranek spowodował, że nie chciało mi się iść na zakupy i postanowiłam poeksperymentować z tym co mam w spiżarce. Wyszło wyśmienicie, dlatego przepis podaję poniżej.


Składniki:
150 g szpinaku świeżego
duży ząbek czosnku
mały pomidor
4-5 pomidorów suszonych
olej ze słoika z pomidorami lub oliwa z oliwek
sól
pieprz
pół paczki makaronu spaghetti

Sposób przygotowania:
Szpinak myjemy, osuszamy i wrzucamy do miski. Pomidora można obrać ze skórki (ja tego nie zrobiłam, nie uważam za konieczne), kroimy na kilka kawałków i wrzucamy do szpinaku. Dodajemy obrany czosnek, dwa suszone pomidory, sól i pieprz. Wszystko podlewamy olejem lub oliwą. Blendujemy. Sprawdzamy smak i konsystencję. Można dodać przypraw i oliwy. Pozostałe pomidory kroimy w drobną kostkę i dodajemy do całości. 
Makaron gotujemy według upodobań i jeszcze gorący wrzucamy do "pesto". Całość należy dokładnie wymieszać i voila.

Makaron bardzo dobrze komponuje się z sałatą (przepis już niedługo) lub innymi dodatkami. Może być też solo. Jak kto lubi.


Smacznego!